Świetlana przyszłość rollerów, czyli rozmowa z trenerem Piotrkem Kamińskim

  • Dział: Wywiady
trener Piotrek Kamiński zdjęcie: Michał Kamiński trener Piotrek Kamiński

Rollery, rolki, wałki. Od kilku już lat piankowy przybór dzierżony pod pachą wpisał się na stałe w krajobraz klubów fitness. Dziś nikt interesujący się fitnessem pojętym szerzej, niż same ćwiczenia, nie ma wątpliwości, że roller to nie przemijający trend, ale medycznie uzasadniony element mądrze przeprowadzonego, pełnowartościowego treningu. Jeśli na pokładzie ostał się jeszcze ktokolwiek, kto ma wątpliwości w tym temacie, rozwieje je dziś Piotrek Kamiński - instruktor fitness w klubie Atmosfera w Łodzi oraz właściciel marki Keep Your Balance, który opowie nam o tym, dlaczego rollery mają przed sobą świetlaną przyszłość i co myśli o najnowszej, wszechstronnej serii rollerów marki tiguar.

ekspertfitness.com: Od kilku lat rolowanie święci triumfy w dyskusji na temat efektywnego i bezpiecznego treningu. Ktoś mógłby jednak powiedzieć, że w przeszłości o rollerach i powięzi słyszeli tylko zawodowcy, a ludzie jakoś żyli i trenowali, i nie umierali ;-) Jaki jest twój stosunek do rolowania? Jest konieczne, czy nie?

Piotrek Kamiński: Przede wszystkim dziękuję za zaproszenie. Jest mi niezmiernie miło, że poświęcasz mi swój czas. Faktycznie możemy zauważyć trend wzrostowy i zwiększającą się popularność rollerów zarówno wśród sportowców zawodowych, jak i amatorów. Trudno się dziwić - rolowanie jest fantastycznym elementem solidnej rozgrzewki, a także świetnym sposobem na przyśpieszenie regeneracji aparatu ruchowego po treningu. Wystarczy poświęcić temu około 10 minut po treningu, a efekty naszej pracy diametralnie się zwiększą.
Warto zwrócić uwagę na fakt, że kiedyś do osiągnięcia sukcesu sportowego wystarczył ciężki i systematyczny trening oraz odrobina talentu. Obecnie wyniki sportowe są tak wyśrubowane, a nauka już na tak wysokim poziomie, że wielu sportowców zaczęło zwracać uwagę na kolejne elementy składające się na ich sukces. Mam tu na myśli odpowiednie odżywianie, współpracę z psychologiem sportowym, odnowę biologiczną oraz szeroko pojęta regenerację - i tu właśnie pojawia się rolowanie. W wielu przypadkach świadome rolowanie zapobiegnie wizycie u masażysty lub fizjoterapeuty, którego nie zawsze możemy mieć pod ręką - w przeciwieństwie do rollera. Z rolką jest więc trochę jak z ubezpieczeniem: lepiej mieć, niż nie, a później srodze żałować.

ef.: Wspomniałeś o dwojakiej funkcji rollerów. Powiedz, proszę, które rollowanie – przed czy po treningu - jest dla Ciebie istotniejsze i dlaczego?

P.K.: Jedno i drugie niesie za sobą wiele korzyści, jednak jeśli miałbym wybierać, to skłaniałbym się ku rolowaniu po treningu w celu przyśpieszenia regeneracji, rozluźnienia mięśni i zrelaksowania. Pamiętajmy jednak, że dynamiczne rolowanie przed treningiem jest bardzo dobrym sposobem na uzupełnienie rozgrzewki. Oglądając mecze ligowe polskiej siatkówki czy koszykówki można zauważyć, jak zawodnicy przed wejściem na parkiet rolują swoje mięśnie. Dzięki temu zwiększy się przepływ krwi z substancjami odżywczymi do mięśni, a nasz aparat ruchowy będzie przygotowany do treningu czy meczu.

ef.: Nie tylko pierwszoligowi sportowcy mają w swoim zasięgu rollery. Są one dziś bardzo powszechnie dostępne, z zasady służą zresztą głównie do automasażu. Jednocześnie rolowanie urazu lub stanu zapalnego może znacznie pogorszyć naszą kondycję. Jak w takim razie wykonywać masaż samodzielnie, mając pewność, że nie wyrządzimy sobie krzywdy?

P.K.: Doskonałe pytanie. Posłużę się tutaj szkołą niemiecką, która ma u siebie pionierów z dziedziny powięzi i automasażu powięziowego. Podczas rolowania postaraj się całkowicie rozluźnić mięsień, który masujesz. Nigdy sam nie roluj brzucha! Zbyt mocny ucisk może negatywnie wypływać na nasze organy wewnętrzne (tutaj kontrowersyjny przykład - rolowanie jelit może powodować wstrzymanie kału, rolowanie wątroby również może powodować zatrzymanie jej pracy). W celach regeneracyjnych roluj się powoli, dzięki temu rolka wejdzie głębiej, a ty uzyskasz lepszy efekt automasażu. Warto rolkę prowadzić po różnych częściach mięśnia, by rozluźnić jak największą jego część. Pamiętajmy, by nie rolować złamanej kończyny lub gdy dochodzi do drętwienia podczas rolowania (to zresztą nic złego - po prostu trafiliśmy na nerw i trzeba go ominąć). Nie rolujemy dużych żylaków (małe pajączki jak najbardziej można), skrzepów czy też miejsc dotkniętych zmianami cukrzycowymi.

e.f.: Wydaje się, że rzeczy, o których należy pamiętać przy rolowaniu na własną rękę jest dość dużo. Skondensujmy je więc do trzech. Jakich najważniejszych wskazówek udzieliłbyś tym, którzy chcieliby dopiero zacząć swoją przygodę z rolowaniem?

P.K: Jeśli w klubie w Twoim mieście odbywają się zajęcia z rolowania, to koniecznie tam uczęszczaj. Poznasz nowe techniki i szybciej nauczysz się, jak rolować poprawnie. Jeśli masz zamiar kupić rolkę, to kup twardą – taką, która się nie odkształca - oraz gładką. Przy pomocy gładkiej jesteśmy w stanie się regenerować i rozgrzewać. Rolki z wypustkami służą zaś jedynie do rozgrzewki. Rolowanie bardzo często boli, jednak jest to normalne, dlatego nie bój się tego, ale nie szukaj bólu na siłę.

ef.: A które cechy rollera powinny, Twoim zdaniem, wzbudzić naszą czujność i odwieść nas od jego kupna?

P.K.: Jeśli mówimy tutaj o rolce typowej do rozluźniania powięziowego (nie do pilatesu czy elementu stretchingu), to rolka powinna być twarda (to ona ma masować mięsień, a nie na odwrót), gładka i z materiału, który nie chłonie wody, zapachu lub potu. Te wszystkie cechy posiadają rollery z nowej linii marki tiguar.

ef.: Skoro już o tym mowa - czym, Twoim zdaniem, wspomniana linia rollerów wyróżnia się ona na tle innych?

P.K.: Miałem już przyjemność korzystać z tych produktów, ale również z produktów innych firm na polskim rynku. To, co wyróżnia rollery marki tiguar, to przede wszystkim precyzja wykonania, trwały i solidny materiał oraz szeroka gama tych przyborów (dostosowane zarówno dla mężczyzn, jak i kobiet, i to o różnych sylwetkach). Kolejną bardzo istotną cechą produktów jest ich cena. Jest ona bardzo atrakcyjna i dostosowana do zarobków w Polsce. Nie będę ukrywał, że wygląd również przypadł mi do gustu. Jest nowoczesny i przemyślany.

ef.: Wspomniana linia składa się z kilku przyborów o różnych kształtach i przeznaczeniu. Czy mógłbyś wyjaśnić, czym się między sobą różnią i który z nich będzie najwłaściwszy dla kogo?

P.K.: Oczywiście. Przede wszystkim trzeba przyznać „ludziom z tiguara”, że wykonali kawał dobrej roboty. W nowej ofercie znajdziemy klasyczne rollery, które wykorzystamy do całego ciała, by je rozluźnić, jak i przygotować do treningu. Mamy jednak również sprzęt specjalistyczny do mocniejszej i punktowej pracy nad ciałem. Duoball świetnie się nada do rolowania prostowników pleców oraz karku, a mini rolka sprawi, że kobieca stopa zmęczona i obolała po kilku godzinach w szpilkach całkowicie się zregeneruje i odpocznie. Mamy też piłeczkę, która będzie w stanie zniwelować lub wręcz całkowicie zlikwidować głęboki, punktowy ból mięśniowy.

ef.: Podsumowując, jak – jako trener - widzisz przyszłość rollerów?

P.K.: Moim zdaniem rollery znalazły już zastosowanie wśród sportowców i zabawią u nich na długo. Są świetnym uzupełnieniem zajęć grupowych typu stretching, rolowanie, a nawet w jodze. Powoli pojawiają się również na zajęciach wzmacniających. Rolka dzięki swojej poręczności i wadze będzie świetnym elementem w podróży dla osób pracujących w samochodzie (by po całym dniu siedzenia móc w hotelu rozmasować plecy, pośladki i nogi, a na drugi dzień być w stanie normalnie funkcjonować) lub pań chodzących non-stop w szpilkach (rolowanie łydki i stopy zmniejsza ryzyko powstawania haluksów, wystarczy 5 minut wieczorem lub w pracy). Jest to dopiero początek i uważam, że trend będzie przybierał na sile wraz z upływem lat i kolejnymi targami fitnessowymi. A dzięki przystępnej cenie, jaką zaproponował tiguar, wiele osób będzie mogło sobie pozwolić na ten produkt do swojej domowej siłowni.

ef.: Dziękuję za rozmowę!

Piotrek Kamiński - na sportową ścieżkę wkroczył w zaledwie 7 roku życia, kiedy to zaczęła się jego przygoda z karate w stylu Shotokan. Niegdyś sam przeszedł fizyczną metamorfozę, dziś ze znakomitymi rezultatami pomaga w tym innym. Jego zainteresowanie sportem siłowo-sylwetkowym i ogólnie rozumianą aktywnością fizyczną przerodziło się w pasję, a obecnie zawód. Drugie hobby Piotrka to dietetyka, a zwłaszcza dietetyka sportowa na poziomie zawodowym. Wiedzę w tym temacie Piotrek poszerza zresztą na kierunku „dietetyka” w Wyższej Szkole Biznesu i Nauk o Zdrowiu. http://www.keepyour-balance.pl/