Wywiad z Markiem Mroczkiem - zwycięzcą castingu podczas I Boot Camp TRX®

  • Dział: Wywiady
Marek Mroczek podczas castingu TRX® Jan Górczak Marek Mroczek podczas castingu TRX®

29 sierpnia 2015 roku, Sopot. Palące Słońce, wszechobecny piasek, chłód Bałtyku, zmęczenie oraz czwórka równie zdeterminowanych, świetnych zawodników walcząca o zwycięstwo w castingu będącym przepustką do wspaniałej kariery. Takie oto okoliczności fauny i flory przyszło pokonać Markowi Mroczkowi, zwycięzcy castingu podczas pierwszego Boot Campu TRX®. W tydzień po tym wydarzeniu pytamy Marka o powody, dla których zakochał się w TRX®, czy jest sens płacić za szkolenia i co w ogóle myśli o Boot Campach. 

Lena: Cześć Marku, zdążyłeś już ochłonąć po weekendzie?

Marek Mroczek: Z każdym dniem powoli dochodzi do mnie to, co się stało. Najpierw była euforia. Potem małe niedowierzanie, czy to naprawdę się dzieje. Dzisiaj czuję przede wszystkim satysfakcję i niezmierzone pokłady motywacji do dalszego rozwoju i działania.

Ostatni weekend wzmocnił mój „mental” i przekonanie, że droga, którą obrałem kilka lat temu, jest tą właściwą.

Tuż przed przyjazdem na Boot Camp i casting postanowiłem sobie, że bez względu na wszystko będę się świetnie bawił, schowam stres do kieszeni i będę po prostu sobą – takim, jakim znają mnie moi podopieczni, moja „młodzież” – jak ich nazywam.
Sporo osób trzymało za mnie kciuki. „Moi ludzie”, właściciele klubów dla których pracowałem, menedżerowie i pracownicy miejsc, przez które zawodowo przeszedłem, rodzina, znajomi - wszyscy mocno mnie wspierali. Przyznam szczerze, że trochę się tego nie spodziewałem i jest to jedna z tych rzeczy, których na pewno nigdy nie zapomnę. Z tego miejsca wielkie dzięki!

Marek Mroczek podczas Boot Campu TRX®

L.: Pamiętasz, kiedy po raz pierwszy wpadł Ci w ręce TRX®?

M.M.: Pamiętam to dokładnie. Choć możecie teraz pomyśleć, że jestem niespełna rozumu, to potrafię podać nawet przybliżoną datę. Było to w marcu 2012 roku, kiedy rozpocząłem pracę jako trener personalny w jednym z krakowskich klubów fitness. TRX® wisiał w siłowni zaczepiony na drążku do podciągania, a ja, zestresowany pierwszym dniem w nowym miejscu, wręcz bałem się zapytać do czego „to” służy.
Potem, siłą rozpędu, zrobiłem pierwsze szkolenie u Gosi Wolniewicz – Feder, kupiłem własny sprzęt, zacząłem dużo ćwiczyć, doskonalić swoją technikę. Potem kolejne szkolenia u Ani Pietrasz, Dawida Fajera, Kuby Wurzela. W międzyczasie zajęcia grupowe oraz setki treningów personalnych, podczas których TRX® stał się moim ulubionym akcesorium. 

L.: Byłeś już wtedy instruktorem ICG, prezenterem Myride VX, trenerem personalnym, posiadałeś uprawnienia jako Instruktor Sportu o specjalnościach siatkówka, lekka atletyka, koszykówka, pływanie i kulturystyka, a do tego do prowadzenia zajęć Rep Reebok, Kettlelbell, Circuit Training, Bosu oraz HIIT Training. Nie miałeś już dość wrażeń i zajęć? Po co był Ci jeszcze TRX®?

M.M: Spróbuję to usystematyzować. Pierwszymi zajęciami, które prowadziłem w świecie fitnessu, był Indoor Cycling. Zakochałem się w nim bez pamięci. Najpierw nałogowo chodziłem na treningi jako klient, potem zrobiłem szkolenia i stanąłem przed grupą w koszulce instruktorskiej. Jako były sportowiec zawodowo szukałem jednak swojego miejsca jako trener bardziej kompleksowy, wszechstronny. Dlatego interesowały mnie wszystkie funkcjonalne formy ćwiczeń i systemy treningowe. Na polskim rynku pojawiły się wówczas treningi z BOSU®. Kettle wyszły z podziemia ciężarowego, trafiając do szerszych mas w klubach fitness. Rekordy popularności bił HIIT Training.
Był to czas, w którym bardzo dużo jeździłem po Polsce szkoląc się i ucząc. Nabierałem nowej perspektywy treningowej, poznawałem wielu inspirujących ludzi. Czerpałem, ile się dało, by potem materializować zdobytą wiedzę podczas zajęć z podopiecznymi. W międzyczasie pojawił się casting na prezentera Indoor Cycling do wirtualnego systemu treningów MyrideVX, który po raz pierwszy był nagrywany również w wersji polskiej. Udało się wygrać i jednocześnie przeżyć jedną z najwspanialszych zawodowych przygód życia. Do dzisiaj mam taką przyjemną gęsią skórkę, kiedy wspominam dwa intensywne tygodnie spędzone w Anglii. Sporo się wówczas nauczyłem. Zacząłem mocniej wierzyć w siebie. Poczułem, że ktoś na mnie postawił, ufa moim umiejętnościom i może rzeczywiście jest tak, że jako instruktor i trener mam coś wartościowego do zaoferowania. 

Marek Mroczek to również instruktor ICG

Trochę okrężną drogą dochodzimy do TRX®. Dlaczego ten system? Był taki moment w mojej karierze zawodowej, kiedy zostałem członkiem pierwszej ekipy „otwierającej” nowe miejsce na fitnessowej mapie Krakowa. W Centrum Treningowym 72D w Krakowie dostałem dowolność w zbudowaniu sobie grafiku. Z racji kameralnej i rodzinnej atmosfery w klubie szybko stworzyły się stałe grupy.

Dzięki temu naocznie i namacalnie przekonałem się, co daje usystematyzowana, regularna praca w podwieszeniu: w ciągu ponad roku pracy zwykli, przeciętni ludzie poczynili kolosalne postępy. Ciężko to nawet opisać.

To był moment, w którym stałem się gorącym orędownikiem TRX®, będąc w pełni przekonanym o jego wartości treningowej.

L.: W czym, Twoim zdaniem, tkwi jego siła?

M.M.: Wiele systemów treningowych w świecie fitnessu reklamuje się hasłem, że to trening dla wszystkich. Rzeczywistość jest jednak zupełni inna. Wielokrotnie dana metoda ćwiczeń jest zbyt intensywna lub zupełnie niedostosowana do konkretnej grupy ćwiczących. Pojawia się problem ze skalowaniem ćwiczeń oraz prostszymi „zamiennikami”, które często są jedyną alternatywą dla mniej sprawnych ludzi. Zbyt często widzę dyskomfort u ludzi trenujących różne rzeczy, robiących to tylko dlatego, że ktoś powiedział im, że od tego schudną lub „przypakują”. Moim zdaniem nie tędy jednak droga.

Trening ma być przede wszystkim bezpieczny. Ma mieć pozytywny wpływ na nasze zdrowie. Ma usprawniać ciało w każdym aspekcie – od mobilności, przez siłę, aż po wydolność. TRX ma te atuty. To system, który trafia do szerokiej grupy odbiorców. Swoje miejsce na treningach w podwieszeniu znajdą osoby, które borykają się z problemami natury medycznej i problemami z aparatem ruchu. Na drugim biegunie mamy jednostki bardzo zaawansowana sportowo, które szukają dodatkowych bodźców, aby zwiększyć jakość, intensywność oraz atrakcyjność treningów. Każdy znajdzie coś dla siebie, a instruktor lub trener prowadzący zajęcia - czy to indywidualne, czy grupowe - dzięki prostej obsłudze taśm może w sposób bardzo przystępny, szybki i elastyczny skalować intensywność pracy. 

Marek Mroczek

L.: Moda na TRX® niesie niestety za sobą istną plagę tanich podróbek, dostępnych już za 200 czy 300 złotych.; powstają też tutoriale wyjaśniające, jak wykonać prowizoryczny system podwieszany własnym sumptem. Czy, Twoim zdaniem, jest sens inwestować w oryginalny sprzęt TRX®, czy można równie dobrze trenować na tanim systemie podwieszanym lub tzw. samoróbce?

M.M.: Moja odpowiedź na to pytanie będzie dosadna i krótka. Oczywiście, że warto inwestować w oryginalny produkt. Jest droższy – owszem. Zapewnia jednak pełne bezpieczeństwo naszym podopiecznym. Ma większą trwałość i zdecydowanie wyższą jakość wykonania. Niestety w swojej karierze zawodowej pracowałem i na oryginalnych taśmach i na tych, które tylko je przypominają. W ciągu ponad trzyletniej przygody z różnymi produktami, te „podrabiane” parę razy się zerwały, najczęściej niespodziewanie. To bardzo niebezpieczne. Pękają klamry regulacji długości, karabinki podwieszenia. Naprawdę można zrobić sobie niemałą krzywdę!
Poza tym, kiedy każdy z nas coś wymyśli, zbuduje, wykreuje, zamknie w ramy pełnowartościowego produktu, to chce otrzymać za to wynagrodzenie. To jest normalne i nie podlega żadnej dyskusji. Założę się, że nikt nie chce, aby ktokolwiek ordynarnie kopiował jego pomysł lub wręcz go kradł tworząc sprzęt do złudzenia przypominający coś  co się stworzyło. To kwestia etyki.

L.: A szkolenia TRX®? Powiedzmy sobie szczerze – nie można nauczyć się obsługi TRX® z książki i youtube? Jaka jest zasadność szkoleń?

M.M.: Szkolenia zawsze powodują, że wchodzisz na wyższy poziom. Uczestnicząc w różnych kursach zawsze wychodzę z założenia, że jeśli usłyszę tam choć jedno zdanie, zobaczę jedno nowe ćwiczenie, poznam nowe idee - to warto. W mojej głowie zostaje wówczas zasiane swego rodzaju ziarno rozwoju, które w przyszłości kiełkuje.

Przebywanie w towarzystwie ludzi, którzy są świetnie wyedukowani, używają danego sprzętu dużo dłużej, niż ja, uczyli się od najlepszych, czy prezentują najwyższą jakość, już powoduje, że robimy krok naprzód - choćby dlatego, że widzimy, że jest miejsce, do którego intelektualnie i sprawnościowo możemy dojrzeć.

W Polskiej grupie Master Trenerów TRX® każdy jest unikatowy i inny. Gosia Wolniewicz – Feder daje obraz bardzo otwartej i kreatywnej osoby. Na każdym treningu prowadzonym przez nią, w którym uczestniczyłem, poznałem szereg nowych elementów, których próżno szukać w podstawowych skryptach. Choćby pilatesowe ćwiczenia z użyciem taśm. Dawid Fajer ma w moim odczuciu bardziej sportowe podejście do tematu. Jego połączenia ćwiczeń TRX® z użyciem innego sprzętu, jak kettle, powerbagi czy ciężar własnego ciała bardzo otwierają umysł. Podoba mi się też styl, w jakim motywuje grupę. Ma w sobie dużo życiowego luzu i zdrowego dystansu, a ja bardzo to cenię. U Ani Pietrasz zgłębiałem tajniki podstaw treningu grupowego z TRX®. Jest super ułożonym trenerem, bardzo metodycznym, dokładnym, dbającym o każdym element zajęć w większym gronie osób. Natomiast Kuba Wurzel z Czech, który również szkolił w Polsce, ma genialną wiedzę na temat wzorców ruchowych. Jego podejście do techniki wykonywania ćwiczeń jest wręcz biomechaniczne. Do tego namawia, żeby nie mieć zamkniętej perspektywy w odniesieniu do ruchu, ciągle się uczyć, być aktywnym specjalistą, zawsze zadającym pytanie: "dlaczego"?

Marek Mroczek na Boot Camp TRX®

L.: Jechałeś na Boot Camp TRX ® z determinacją, by wygrać casting, czy przyświecał Ci inny cel?

M.M.: Jechałem do Sopotu, żeby przeżyć przygodę. Nie narzuciłem na swoją głowę stresu, że coś muszę, bo wiele od tego zależy. Chciałem po prostu spędzić czas w gronie pozytywnych i ciekawych ludzi, w towarzystwie znajomych i przyjaciół z całej Polski, a przy okazji trochę się sprawdzić.
Zwycięstwo w castingu i rywalizacja nie spędzały mi snu z powiek. Skłamałbym jednak, gdybym powiedział, że był mi obojętny. Nieśmiało marzyłem sobie: "A co by było, gdyby...?" Udało się. Spotkałem wielu super ludzi. Rywalizowałem z sympatyczną grupką osób z całej Polski. Mam świetne wspomnienia i zyskałem sporo energii do dalszej pracy.

L.: Było ciężko?

M.M.: Nie wiem, czy mogę to rozpatrywać w takich kategoriach. Sam casting był trochę stresujący. Nigdy nie wiemy, jak zachowa się nasze ciało, organizm czy „głowa”, kiedy wykroczą poza swoją strefę komfortu. Jednak jak już wcześniej powiedziałem, postanowiłem sobie, że jadę się przede wszystkim dobrze bawić, przeżyć przygodę, a stres postaram się zostawić za sobą. Chyba pomogło, bo dałem radę.
Moi partnerzy w rywalizacji o zwycięstwo pokazali dobry poziom. Każdy był trochę z innej sportowej bajki, miał inny styl i sposób pracy z taśmami. Wszyscy mieliśmy swoje wady i zalety, swoje atuty i ograniczenia. W moim odczuciu nie było tak, że wynik był przesądzony i było pewne, że któraś konkretna osoba z nas zdecydowanie wygra.
To z jednej strony bardzo miłe uczucie, kiedy czujesz się doceniony, ale z drugiej nakłada na Ciebie pewnego rodzaju odpowiedzialność za obdarzenie Cię zaufaniem. Nie ukrywam, że lubię takie wyzwania i zrobię wszystko, żeby nie zawieść. Będę ciężko pracował i dużo się uczył, aby być lepszą wersją siebie. Już nie mogę się doczekać.

L.: Historia Boot Campów jest dość burzliwa i kontrowersyjna (patrz: http://ekspertfitness.com/blog/item/293-mowimy-jak-bylo-czyli-prawdziwa-historia-boot-campow). Jakie jest Twoje zdanie na temat sensu organizowania Boot Campów, ich zalet i wad?

M.M.: Boot Camp to świetna alternatywa do klasycznych treningów w siłowniach i klubach fitness. Dla mnie to swoisty powrót do natury. Nie ma nic przyjemniejszego, niż podwiesić się w TRX® np. na drzewie i wykonywać ćwiczenia w towarzystwie entuzjastów ruchu, gdy w tle szumi morze.
Od kilku lat uprawiam biegi długodystansowe i prawie nigdy nie trenuję na bieżni, bez względu na pogodę. Ostatnio zakolegowałem się z kalisteniką, co dowodzi że chyba lubię kontakt z żywym krajobrazem. Boot Camp jest kwintesencją tego podejścia, bo tam pojawia się jeszcze element rywalizacji i zmagania z własnymi słabościami w otoczeniu innych ludzi.

Boot Camp TRX®

Mam wrażenie, że w dzisiejszym świecie, w którym próbuje się ograniczyć kontakt międzyludzkie „w realu” do minimum, większość z nas szuka możliwości, by pobyć ze sobą nawzajem. Boot Camp jest jedną z takich sytuacji.

Dodatkowo jest idealną opcją, by dać ujście wszystkim siedzącym w nas emocjom.

L.: W przyszłym roku pojawisz się zapewne na Boot Campie TRX® po drugiej stronie barykady – w charakterze nie uczestnika, a prowadzącego. Masz na gorąco jakieś pomysły, które chciałbyś wcielić w życie?

M.M.: Na ten moment ciężko powiedzieć, choć na pewno w głowie coś kiełkuje. Jeśli znów spotkamy się nad morzem, to warto będzie je wykorzystać jako jeden z elementów treningów, aby dodatkowo „uprzyjemnić” życie wszystkim uczestnikom. Biorąc pod uwagę temperaturę wody w Bałtyku, na pewno byłoby rześko. 
W tym roku bardzo podobało mi się również zainteresowanie zwykłych plażowiczów naszymi wyczynami. Może w kolejnym, jako bootcampowicze, spróbujemy ich zaktywizować...? Kto wie…

L.: Czy masz poczucie, że któraś dyscyplina sportu pozostanie Twoją największą miłością?

M.M.: Przez blisko dwadzieścia lat byłem siatkarzem i kiedyś wydawało mi się, że nie istnieje życie bez piłki. Okazało się jednak, że kiedy zakończyłem grę, to rozbrat ze sportem nie potrwał zbyt długo. Dwa miesiące po zawieszeniu butów na przysłowiowym kołku ukończyłem swój pierwszy maraton i tak aż po dziś dzień mocno wkręciłem się w bieganie. Ostatnio nieśmiało flirtuję z triathlonem i kalisteniką i być może za jakiś czas to właśnie one zawładną moją sportową duszą. Zobaczymy. Dzisiaj uprawiam sport wyłącznie dla przyjemności. Z nikim się nie ścigam, nie muszę rywalizować. Dawniej myślałem tylko o wygrywaniu, o celach, o przeciwnikach. Teraz to czysta frajda. Dlatego nie wiem, czy mogę powiedzieć, że którejś z konkretnych dyscyplin oddam swoje serce bez pamięci.

Boot Camp TRX

L.: Czy jest coś, co chciałbyś powiedzieć na koniec uczestnikom i organizatorom pierwszego Boot Campu TRX®?

M.M.: Wielkie dziękuję! Przeżyłem niesamowite dwa dni. Szacunek dla wszystkich, którym chciało się jechać z różnych części Polski, aby wspólnie poćwiczyć, porywalizować, porozmawiać oraz pobawić się w przyjemnym towarzystwie. Końcówka sierpnia 2015 roku na zawsze pozostanie w mojej pamięci jako cudowne chwile. Mam nadzieję, że nie ostatnie. Jeszcze raz dziękuję wszystkim za wszystko i gorąco pozdrawiam z grodu Kraka!

Specjalne podziękowania dla Jan Górczak Photography